poniedziałek, 15 września 2014

„Bosonoga Królowa” – pieśń o wolności i o czymś jeszcze


Cześć! Chciałem Ci z radością i satysfakcją zakomunikować, że przeczytałem „Bosonogą Królową” autorstwa Ildenfonso Falconesa i pragnę się z Tobą podzielić wrażeniami z tej niesamowitej powieści. Wiesz, że pieśń o wolności, której dźwiękiem  przesiąknięta jest ta piękna, choć smutna hiszpańska historia, cały czas rozbrzmiewa gdzieś w czeluściach mojego serca?

I chociaż nie chcę pisać patetycznie! Ba! Nawet nie lubię tak pisać, to historia, w jaką wplątał Ildefonso Falcones bohaterów „Bosonogiej Królowej”, Caridad, Milagros , Melchora i Ane, nieco mnie uniosła. Więc dlaczego nie napisać o tej opowieści z wyżyn moich przeżyć?








Chciałbym pisać o powieściach perfekcyjnie, ale perfekcyjnie nikt tego nie potrafi robić… no może są jakieś wyjątki, a jeśli są, to ja nic o tym nie wiem… wszak nie jesteśmy doskonali, choć każdy z osobna jest najlepszy w tym, co robi…




Bosonoga Królowa to historia dwóch Cygańskich, zwaśnionych między sobą rodów, uwikłanych w osiemnastowieczną, nieprzyjazną dla nich, hiszpańską rzeczywistość. To też historia byłej kubańskiej niewolnicy, Caridad, powoli odkrywającej czym jest wolność.




Caridad doświadczając swobody, smakując jej goryczy i słodyczy, zadaje sobie pytanie „Czy to tak właśnie wygląda ta wolność?” To pytanie dosłownie zwala mnie z nóg. Wolność to wolny wybór z pełnymi jego konsekwencjami, to też odpowiedzialność i poczucie własnej siły i tożsamości, czego akurat Caridad na początku brakuje, z czasem jednak to się zmienia.  Ale zanim się zmieni, musi jeszcze sporo czasu minąć, a wraz z nim spotkać ją wiele złego i dobrego… 




Cygańska rodzina – Milagros Vega, jej mama Ana Vega i i Melchor Vega – dziadek Milagros, chcąc ratować honor Vegów, nie zgadzają się na uległość wobec chrześcijan, którzy narzucają im swoje prawa. W przeciwieństwie do cygańskiej rodziny Garciów, gardzą chrześcijańskimi dekretami. Niestety Milagros zakochuje się w Pedrze Garcii, którego dziadek przyczynił się do tego, że  Melchor trafił na dziesięć lat na galery. To było przyczyną konfliktu między cygańskimi rodzinami. Mąż Any, Jose Vega, sprytnie wykorzystuje sytuację, wydając  córkę za mąż upatrując w tym własnych korzyści. Zakochana Milagros nie spodziewa się fatalnych konsekwencji tego małżeństwa, zaś Melchor nie chce go zaakceptować . Popada w konflikt również z wnuczką.  Rzecz ma się podobnie z Aną, ona za swoją dumę i honor zapłaci najwięcej. Caridad niespodziewanie trafia do rodziny Vegóv, zaprzyjaźniają się. Pewnego dnia, niespodziewanie, cała czwórka zostaje rozdzielona. Czy się nawzajem odnajdą?




Przez całą powieść zadawałem sobie pytanie, jak się ta historia zakończy?…


Bosonoga Królowa to piękna powieść, ale też inspiruje…



Czym inspiruje „Bosonoga Królowa”?


 

Inspiruje całkiem niestandardowym podejściem do tematu Cyganów i ich kultury. 




Jakie masz uczucia na dźwięk słowa Cygan? Czy nadal chcesz przeczytać „Bosonogą Królową”, wiedząc, że Cyganie grają w niej główną rolę? Będziesz chciał słuchać ich śpiewu i patrzeć jak tańczą taniec, z którego zrodziło się flamenco? Zastanów się, bo ta opowieść jest przesiąknięta cygańską muzyką i cygańskim śpiewem, jest nasączona cygańską tradycją. To rozśpiewana saga, to pieśń o wolności, miłości i przeciwnościach losu, z którymi mierzą się cygańscy i nie tylko cygańscy bohaterowie. A wszystko to, perypetie, przygody, szczęścia małe i duże, smutki i radości, to wszystko dzieje się na tle osiemnastowiecznej Hiszpanii, którą autor tak barwnie i wiarygodnie obrazuje.




Autor naprawdę podchodzi do spraw nietypowo, pisząc o etnicznych grupach niecieszących się powszechnym szacunkiem raczej w ciepłych barwach, o czym mogłem już przekonać się w „Ręce Fatimy”, w której główną rolę odgrywali Muzułmanie. Mniejszości etniczne maluje  w pozytywnych barwach, chociaż, lepszym określeniem byłoby, że rozprawia o nich obiektywnie, delikatnie przechylając szalę na ich korzyść. Na tle Cyganów  Chrześcijanie wypadają blado…




Czytając „Bosonogą” uświadomiłem sobie, że nie znam żadnego Cygana i jednocześnie nabrałem chęci, żeby chociaż troszkę tę kulturę poznać. Autor podał mi pomocną dłoń  udzielając mi rąbka tajemnicy w  nocie autorskiej… Zostałem skutecznie zainspirowany cygańską historią i tradycją…





Ta powieść w żaden sposób nie może pozostać obojętna





Z początku akcja nie wprawiła mnie w narkotyczny trans, jednak z każdą chwilą było coraz trudniej złapać oddech. O radości czytania też ciężko było mówić, no bo jak można czytać z radością smutną historię. Historię prześladowanych, choć dumnych i niechcących tracić własnej tożsamości Cyganów. Rozdzielonych, rzuconych w wir nieprzyjaznego, wrogiego świata, w którym na każdym kroku spotykają się z niechęcią i ostentacją, nawet ze strony swoich.



Jednak  nadzieja, że cała historia skończy się dobrze, dobijała się do mojego serca drzwiami i oknami, wpuściłem ją, rozgościła się od razu, nawet butów nie zdjęła. Warto mieć nadzieję, tak jak ją mieli bohaterowie „Bosonogiej Królowej” Warto mieć nadzieję, że, jeśli nie wszystko układa się dobrze, to i tak to wszystko skończy się szczęśliwie.




I to rozładowanie narastającego napięcia na sam koniec powieści, coś wspaniałego…




Jeśli chcesz uwikłać się w losy cygańsko - murzyńskiej czwórki, czuć bezradność wobec ich smutnego losu, koniecznie sięgnij po tę książkę… 




Niektórych bohaterów pokochałem, niektórych znienawidziłem, nie poznałem kogoś, kto byłby mi obojętny. Nawet się ucieszyłem, że niektórzy, zupełnie zasłużenie, zostali w brutalny sposób pozbawieni życia. Naprawdę im się należało…  



Wolność – wspólny mianownik życia bohaterów





Były galernik i była kubańska niewolnica smakują swobody czyniąc tę historię pieśnią o wolności, której pragnienie Cygan ma we krwi, a czarnoskóra, była kubańska niewolnica, z czasem ją odkrywa. Wolność staje się cementem, spoiwem, wspólnym mianownikiem ich życia i życia innych bohaterów, za który będą w stanie oddać wszystko, nawet życie.

I chociaż w tej historii pierwsze skrzypce grają Cyganie, a dokładnie utalentowana choreograficznie i wokalnie Milagros, dla mnie główną bohaterką na zawsze pozostanie Caridad – ów czarnoskóra niewolnica. Jest nietuzinkową postacią nadającą kolorytu cygańskiej rzeczywistości, jej duchowa przemiana jest bardziej spektakularna, niż przemiana Kmicica w „Potopie” Sienkiewicza…




Czy wiesz, że w tej powieści doświadczyłem zemsty, nienawiści, chciwości… ale, niespodziewanie pojawiła się też przyjaźń i miłość, mogące przezwyciężyć wszystko, nawet najgłębiej zakorzenione stereotypy i przekonania…



No cóż mógłbym tak pisać i pisać, ale chcę zostawić coś dla Ciebie, ja już zjadłem ten tort i mogę powiedzieć, że cukiernik wiedział, jak go przygotować…




PS. Są powieści, które trzeba zgłębić tylko dlatego, że nie da się oddać ich klimatu za pomocą kilku słów, chociaż, jeśli miałbym wykonać takie zadanie. „Bosonogą Królową” nazwałbym, co z resztą już uczyniłem, Hiszpańską  Pieśnią o cygańskiej Wolności.


Moja ocena powieści 7/10, troszkę niżej niż ostatnio, ale muszę stwierdzić, że jest to lektura raczej dla płci pięknej, chociaż i tak jest powalająca. Smaku dodaly wędrówki i urokliwe miejsca Półwyspu Iberyjskiego, opisy miast są wartościowe merytorycznie, ale ja zdecydownie wolę krajobrazy i panoramy pleneru. Dlaczego nie dałem 8/10? w końcu nie można cały czas oceniać wysoko, jednostajnie i rutynowo. Trzeba czasem zniżyć, tak po prostu. Tak czy inaczej polecam powieść, chociaż jest raczej dla dziewczyn, tudzież dla kobiet,


http://www.wydawnictwoalbatros.com/




To tyle, co Ci chciałem powiedzieć na temat „Bosonogiej Królowej” Ildefonso Falconesa, reszta należy do Ciebie, pozdrawiam Cię gorąco.
                                                                                                                                  Paweł.

6 komentarzy:

  1. Zazwyczaj nie czytuje tego rodzaju książek, ale z drugiej strony tak entuzjastycznie podsumowałeś „Bosonogą Królową”, że postaram się dać jej szansę kiedy tylko trafi w moje ręce.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę kupiłam, chociaż powiem Ci, że miałam wątpliwości, pierwsza książka autora po prostu mnie zachwyciła, niestety dalej, nie było już tak fajnie... ale dam królowej szansę.

    Świetna recenzja MUSIAŁAM zaobserwować bloga :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka, na którą chyba normalnie nie zwróciłabym uwagi, a tu takie zaskoczenie, bo po przeczytaniu Twojej recenzji, bardzo chciałabym dopaść ją w swoje ręce :d
    Pięknie piszesz o książkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję;-) Może się trafi przy jakiejś okazji ;-)

      Usuń

Miejsce na twoje przemyślenia.